Od czasu, kiedy robiłam amerykanki, pozostał mi jeszcze amoniak. A jak już pisałam, nie jest taki straszny, jak niektórzy go przedstawiają. Więc tym razem wykorzystałam go do ciasteczek. Podobno, gdy byłam dzieckiem babcia czasami robiła tego typu ciasteczka, ale kompletnie nie pamiętałam ich smaku. A teraz nadrobiłam tę stratę (dzięki Cukrowej Wróżce, u której znalazłam ten przepis) i bardzo się z tego cieszę, bo ciasteczka są bardzo fajne. Delikatne, kruchutkie i tak ładnie wyrastają. Polecam :)
Składniki:
- 4 łyżki miękkiej margaryny
- 100 g cukru
- 2 jajka
- szczypta soli
- 1 opakowanie małego cukru waniliowego
- 2 łyżeczki amoniaku
- 0,5 szkl. mleka
- 0,5 kg mąki
Miękkie masło zmiksować z cukrem na gładką jasną masę. Następnie dodać całe jajka, sól oraz cukier waniliowy. Mleko podgrzać, by było ciepłe, ale nie gorące, rozpuścić w nim amoniak i dodać do powstałej masy. Wymieszać. Mąkę przesiać, dodać do ciasta i zagnieść je na jednolitą masę. Ciasto rozwałkować i wykrawać ciasteczka. Piec w temp. 180 st. C, aż się lekko zezłocą.
Smacznego :)




