Od dłuższego już czasu przyglądałam się na różnych blogach chlebom, które wypiekają samodzielnie ich autorki. Byłam naprawdę pod ogromnym wrażeniem, że tak pięknie wychodzą. A te robione na zakwasie to była dla mnie już kompletnie czarna magia. No cóż tu dużo mówić, zazdrościłam Wam dziewczyny strasznie tych wypieków, a sama nie wierzyłam, że może mi się udać. Ale nadszedł pewien dzień, kiedy podjęłam decyzję, że przecież jak nie spróbuję to się nigdy nie dowiem jak to się robi. Najpierw znalazłam na blogu Liski przepis na zakwas i mimo, że miałam mały problem w postaci niegrzejących jeszcze kaloryferów to i tak udało mi się go porządnie wykarmić, do tego stopnia, że uciekł z naczynia, a ja się cieszyłam jak głupi do sera, że "to działa" ;) Później podpatrzyłam w Pracowni Wypieków najprostszy przepis na chleb. I dziś, chyba pod wpływem tego, że przybył mi kolejny rok, rzuciłam sobie wyzwanie: teraz albo nigdy! (no może trochę przesadzam z tym nigdy ;p) W każdym bądź razie, udało się, upiekłam swój pierwszy chleb na zakwasie i jestem z niego strasznie dumna, choć wiem, że nie jest idealny i na wystawę się nie nadaje. Uwierzcie mi, że to było dla mnie nie lada przeżycie i strasznie chciałam się nim z Wami podzielić :)
Składniki na keksówkę o poj. 1 kg:
- 0,5 kg mąki pszennej chlebowej lub zwykłej (ja dałam zwykłą)
- 1 płaska łyżeczka soli
- 300g ciepłej wody
- 8g świeżych drożdży (ja miałam tylko drożdże suche, więc dałam 1 łyżeczkę)
- 150g zakwasu żytniego
Wszystkie składniki połączyć, wymieszać (lub zmiksować) na gładką, gęstą masę. Przykryć ściereczką i odstawić na 2 h w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Po tym czasie ciasto przełożyć do keksówki, spryskać oliwą lub olejem i posypać mąką. Odstawić do ponownego wyrośnięcia na ok 45-60 min (u mnie stało 1 h). Chleb piec w piekarniku nagrzanym do 210 st. C przez ok. 40 min.
Smacznego :)
ależ ładny chlebek Ci się upiekł! Gratulacje:))
OdpowiedzUsuńto ja też tak marzę i marzę i się boję :) może kiedyś też w koncu się odważę bo Twój świetny jest!
OdpowiedzUsuńgratuluję! może i mnie kiedyś uda się upiec taki domowy chleb na zakwasie :)
OdpowiedzUsuńGratuluję...jak już zakwas oswoiłaś, to teraz pójdzie z górki, a własne chlebki są najlepsze :-)Wygląda pysznie, trochę masełka i uczta gotowa. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńKruszynko, moje ogromne gratulacje. Bardzo się cieszę że się odważyłaś, a te przeżycia związane z tym pierwszym pieczeniem :)) Tego się nie zapomina :) Nie ma się czym przejmować że bochenki nie wychodzą idealnie bo do wprawy dochodzi się z czasem, najważniejsze że te domowe chlebki są przepyszne. A Twój i tak jest piękny. Mój pierwszy bochenek to dopiero była porażka :)))
OdpowiedzUsuńMi do tej pory jeszcze chyba nie wyszedł idealny bochenek :))
Życzę też wszystkiego naj naj naj z okazji urodzin. Pozdrawiam cieplutko ;)
Pamiętam swój pierwszy chleb na zakwasie :) I niespodziankę jaką zrobiłam Jemu jak wstał, a tu czekał gorący, pyszny bochenek. I zawsze powtarzam, że nie ma się czego bać, ani zakwasu ani pieczenia - jest łatwo, ale przepysznie :)
OdpowiedzUsuńgratuluję debiutu! stety czy niestety pieczenie chleba uzależnia :)
OdpowiedzUsuńgratuluję! :) pierwszy chleb to prawdziwy obrzęd przejścia i mnóstwo emocjo ;) Kaś ma rację - pieczenie uzależnia ;)
OdpowiedzUsuńPamiętam swoje przeżycia z pierwszym chlebem :-)
OdpowiedzUsuń