Kilka dni temu stałam się szczęśliwą posiadaczką dwóch nowych książek, a mianowicie: "Jak być domową boginią" Nigelli Lawson oraz "Apetyczna panna Dahl" Sophie Dahl. Jest to prezent ode mnie dla mnie, a co tam! Musiałam uczcić pewne ważne dla mnie wydarzenie, a taki sposób odpowiadał mi najbardziej :) No więc zauroczona przepisami, poszłam za ciosem i upiekłam babeczki bożonarodzeniowe Nigelli, taka próba generalna przed świętami. Nie wiem czemu, ale troszkę się bałam, że coś mi nie wyjdzie, ale się udało i przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Babeczki są delikatne, puszyste i baardzo aromatyczne. Takie malutkie i mięciutkie pierniczki :) Jak dla mnie idealne! :)
Tutaj starałam się uchwycić środek i pokazać jaki jest puszysty, ale mi nie wyszło ;p |
Składniki na 12 szt.:
- 150g mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 0,5 łyżeczki sody
- 1 łyżeczka mielonych przypraw korzennych (dałam przyprawę do piernika)
- szczypta soli
- 100g masła (dałam margarynę)
- 160g ciemnego cukru trzcinowego (dałam pół na pół ze zwykłym cukrem)
- 2 duże jajka
- 3 łyżki śmietany
- 0,5 szkl. wrzątku
- 75g gorzkiej czekolady (dałam mleczną)
- 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
- cukier puder oraz wrzątek do zrobienia lukru
W jednej misce wymieszać suche składniki oprócz cukru: mąkę, proszek do pieczenia, sodę, przyprawę oraz sól. W drugiej, dużej misce utrzeć miękkie masło z cukrem. Dodawać po jednym jajku, starannie miksując. Następnie wsypać 1/3 sypkich składników i zaraz potem jedną łyżkę śmietany i tak na przemian, do skończenia składników.
Do rondla na małym gazie wlać wrzątek, dodać połamaną czekoladę i kawę rozpuszczalną. Mieszać do rozpuszczenia czekolady. Następnie zawartość rondla przelać do masy w misce i wszystko wymieszać, ale niezbyt starannie. Ciasto będzie bardzo rzadkie, ale takie ma być.
Napełnić papilotki do muffinek do 2/3 wysokości i piec przez ok. 20 min. w temp. 200 st. C. ( Ja piekłam prawie 30 min., bo mój piekarnik potrzebuje więcej czasu). Wg Nigelli babeczki mają być "nadal zbite i wilgotne". Po wystygnięciu można je polukrować i przystroić, ale to już wg własnego uznania, bez niczego są równie pyszne :)
Smacznego :)
Chciałabym książkę Nigelli..! I muffina!
OdpowiedzUsuńŚwietny prezent Kruszynko sobie sprawiłaś, a muffinki bardzo apetyczne. W zeszłym roku na Święta piekłam własnie muffinki pierniczkowe, co prawda z innego przepisu, ale pamiętam że smakowały niesamowicie.
OdpowiedzUsuńmniaaam! też bym chciała książkę Nigelli, ale jeszcze sobie poczekam :) a odnośnie pierogów, to już babci powiedziałam, że ma mi w styczniu zrobić (bo wtedy będę w Polsce) :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
ale śliczne :) ślinka cieknie...
OdpowiedzUsuńDwie najlepsiejsze pozycje kuchenne pod słońcem (którego ostatnio brak u mnie w mieście...) :))
OdpowiedzUsuńbardzo lubię sprawiać sobie samej książkowe prezenty, super wybór pozycji :)
OdpowiedzUsuńskoro babeczki są jak pierniczki, to muszą być boskie
Nigella coś ostatnio schudła... Ale ona zawsze była piękna.
OdpowiedzUsuńnie wiem co to za ważne wydarzenie, ale z góry Ci gratuluję:) A babeczki pierwsza klasa. Choć tak jak trzodachlewna zauważyłam, że Nigella coś ostatnio schudła..:)
OdpowiedzUsuń